nagłówek o mnie sport

Nie tędy droga

jako (11.05.2007)

Wiosna wietrzna, ale w końcu biednemu wiatr w oczy. Biednemu, bo przecież tylko taki, co go nie stać na samochód, musi się zadowolić połową kółek i męczy się na rowerze. Wrocław jest miastem pozornie płaskim, ale wyjątkowo często mam wrażenie, że lepiej byłoby zainwestować w rower górski.
Nawet jeśli pominąć klify krawężników i ograniczyć się tylko do ścieżek rowerowych i ulic, można odroczyć centrowanie kół zaledwie o kilka dni. Zrozumienie zamysłu miejskich planistów wytyczających szlaki dla rowerzystów nie jest łatwe. Szlaków wytyczają zresztą całkiem sporo, nie tylko przy remontowanych ulicach. Ale ponarzekać można, bo szczególnie w centrum ścieżki się nagle urywają i kluczą. W niektórych przypadkach trasy okrężne mogłyby mieć uzasadnienie turystyczne, w końcu rowerzysta to człowiek, któremu się nie śpieszy, a jeździ dla przyjemności. O ile synonimem przyjemności jest udział w wyścigu Paryż - Roubaix.
Znajdzie się też czas na chwilę refleksji przy sygnalizatorze świetlnym, w końcu płynny ma być ruch samochodowy. Zbyt długie przerwy nie są jednak wskazane, podobnie jak wożenie ciężkich zakupów. Jeśli już są stojaki na rowery, to może chociaż ktoś wstawi do nich rower-reklamę i skutecznie ograniczy ilość miejsca. Można liczyć też na złomiarzy, zabiorą i po sprawie. Nie wiem, chyba ktoś ukradł - z ulgą w głosie na pytanie o stojak na rowery pod znanym i drogim sklepem spożywczym EPI odpowiada ochroniarz. Nic dziwnego, przez parking przewijają się tam codziennie wszystkie wrocławskie SUVy, kabriolety i dwumiejscowe coupé, jeszcze ktoś się od roweru czymś zarazi.
Przykład z EPI bierze również znajdujące się po sąsiedzku centrum Arkady, które dość dobitnie sugeruje rowerzystom, że nie tędy droga.

moje zdjęcia na flickr