nagłówek o mnie sport

Z drugiej strony

jako (29.05.2007)

Niby nie do końca poważny artykuł o negatywnych skutkach zakazu palenia zamieszcza BBC, ale warto zobaczyć po jakie argumenty mogą sięgnąć zwolennicy palenia, zamiast podpierać się wolnością osobistą...

wolnosc osobista

Co to znaczy "zamiast podpierać się wolnością osobistą", ja naprawde nie potrzebuje innego argumentu ponad ten.

"zwolennicy palenia" to tez ciekawy zwrot, to jakis klub jest czy co? ja jestem zwolennikiem robienia tego na co mam ochote i wkurza mnie ingerencja panstwa w obszary tego nie wymagajace

A te wnioski BBC calkiem interesujace, ja bym jeszcze dodal w zimie w Polsce zwiekszenie zachorowan na zapalenie pluc przez palenie na mrozie.

ważenie argumentów...

Po pierwsze - tekst na BBC to przykład rozumowania w stylu Taj Mahal, pokazujący, że jest coś na rzeczy i da się znaleźć ludzi, którym się chce to liczyć.

Po drugie - nie rozumiem, co jest źle ze "zwolennikami palenia", są w końcu stroną w dyskusji i jakoś trzeba ich nazwać, co nie znaczy, że są klubem, układem czy innym stolikiem, jest mi daleko do takich paranoicznych uogólnień.

Po trzecie uważam, że argument z wolnością trochę leży, bo ja mogę powiedzieć, że palący ograniczają moją wolność osobistą i tu już nie widzę możliwości policzenia, czyja wolność więcej waży, chyba że poprzez pojedynek na szpady względnie pistolety z 20 kroków. Nie mam nic przeciwko temu, żeby ludzie sobie palili w odpowiednich miejscach, niekoniecznie jednak muszę się zgadzać, że jest to tylko kwestia ich wolności.

nie mam pomyslu

Koszty mozna policzyc jedynie po, nie przed. Wstep artykulu jest przeciez wlasnie o tym, ze istnieja skutki dzialan, ktorych nie da sie przewidziec przed ich zaistnieniem. Jednak bede obstawal przy jasnowidzach.

"zwolennik palenia" nie podoba mi sie, ale ciezko mi zwerbalizowac powod, czy np. nazwalbys siebie "zwolennikiem picia alkoholu"? A o paranoje Cie przeciez nie podejrzewam :)

Ja sie oczywiscie zgadzam z tym, ze palacy bardziej ingeruja w wolnosc niepalacych, sa bardziej "inwazyjni" niz strona bezdymkowa. Ale nie wolno ograniczac arbitralnie wolnosci palacych, nie moze byc prawa mowiacego, ze nie wolno prowadzic pubu, w ktorym mozna palic. To cos jakby wegetarianie zabranili Ci jesc mieso. Oni nie chca jesc, ich sprawa, ale ja moge robic co mi sie podoba, czyli np. prowadzic pub dla palacych (co jest zdaje sie np. w Irlandii obecnie niemozliwe [a tak na marginesie, jak sie teraz pisze nie z imieslowami, bo zdaje sie cos zmieniali, chyba zawsze razem?]).

I jeszcze na koniec tak mi demagogicznie przyszlo do glowy, czemu nie wprowadzic nakazu mycia sie i uzywania dezodorantow, bo smierdzacy ludzie w autobusach naruszaja moja wolnosc.

prowokacje, cd.

Z tymi kosztami to trudna sprawa. Gdyby dało się liczyć koszty jedynie po, cały system ekonomiczny by się zawalił - budżety, plany biznesowe, kredyty - wszystko się opiera na liczeniu kosztów przed. Można się oczywiście pomylić...
Porównanie z wegetarianami wydaje mi się chybione, w jednej knajpie można podawać dania wegetariańskie i niewegetariańskie i nie stanowi to problemu dla żadnej ze stron (chyba że ktoś jest fanatykiem i nie może nawet patrzeć na sojowe kotlety).
Przy zwolenniku się nie upieram. Tak mi się napisało.
Przy wolności się upieram bardziej. Czemu wolność użytkownika knajpy, który chce mieć możliwość pójścia do fajnej knajpy dla niepalących ma cierpieć dlatego, że chronimy wolność właściciela pubu? Rynek zawiódł, knajp dla niepalących nie ma. Normy zawiodły, standardem jest, że palący zwykle decydują o tym, czy się pali.
Trochę to wiąże się z kwestią "dostępu" do knajp i tego jak ten dostęp będziemy traktować. Uznając, że chodzenie do knajp jest całkowicie zbędne i nie wpływa na pozycję społeczną/ekonomiczną/jakąśtam niechodzącego, zakaz palenia w knajpach jest absurdem. Jednak jeśli uznamy inaczej, sprawa się komplikuje. Kiedyś można było palić gdziekolwiek - np. w komunikacji miejskiej. Ponieważ jednak uznano, że korzystanie z komunikacji miejskiej nie jest do końca sprawą "wolnego wyboru" i niepalący są w gorszej sytuacji, wprowadzono zakaz. Być może korzystanie z knajp też nie jest już do końca sprawą "wolnego wyboru"?
A w sprawie mycia się i dezodorantów jestem oczywiście za. Rower pomaga, ale czasem trzeba pojechać autobusem...
Stare zasady pisowni imiesłowów można stosować, ale nowe są łatwiejsze.

dalej nic

Budzet mozna oszacowac, bo ma sie poprzedni, nastepny bedzie raczej zblizony, podobnie plany biznesowe czy kredyty w sytuacjach w miare typowych. Natomiast przy calkowicie nowym zjawisku lub w sytuacji, gdy bierzemy pod uwage nie tylko wielkosci mierzalne (glownie pieniadze), ale rowniez wartosci takie jak np. dobre samopoczucie, planowanie jest wedlug mnie niemozliwe (tzn. prawdopodobienstwo bledu jest zbyt duze).

To, ze rynek zawiodl w tej sprawie jest bardzo interesujace, bo podobno nie zawodzi. Masz jakies przemyslenia czemu? Przeciez ja bym z Wami poszedl do knajpy dla niepalacych, takich ludzi jest na pewno wiecej. W tym zakazie (ewentualnym, mam nadzieje, ze tak sie nie stanie) oburza mnie wlasciwie nie ograniczanie wolnosci palaczy tylko ogranicznie wolnosci gospodarczej wlascicieli pubow. Niech se bedzie zakaz, ale pod warunkiem, ze nie bezwzgledny. Bo jesli w zadnym pubie nie bedzie mozna palic, to jest to przegiecie. Troche tu mieszam dwie kwestie, ale tak to czuje.

koszty transakcji

Wolność gospodarcza to propaganda... Kluczem dla mnie są koszty transakcji (rozumiane np. jako koszty działania mechanizmu cenowego vel. rynku), które nie pozwalają na obliczenie lub oszacowanie dodatkowych kosztów/korzyści. Jeśli nie jesteśmy w stanie tych kosztów/korzyści określić - jak to się dzieje w przypadku palenia - dochodzi do zawodności rynku. Jeśli jakieś koszty/korzyści nie są zawarte w cenie, znaczy to, że coś nie działa.

Gdyby w knajpie można było palić tylko papierosy tam kupione (z alkoholem nikogo to nie dziwi) cała sytuacja by się zmieniła radykalnie. Zakładając, że na ich sprzedaż należałoby uzyskać drogą koncesję i spełnić dodatkowe wymagania w zakresie wentylacji, pewnie kilka knajp dałoby sobie spokój. Nie jest to wolnorynkowe rozwiązanie, ale takie samo odnosi się do sprzedaży alkoholu. Ale tu trafiamy na inne koszty transakcji (rozumiane jako rzeczywiste koszty przeprowadzenia lub monitorowania transakcji): jak sprawdzić, czy papieros trzymany przez palącego pochodzi ze sprzedaży w knajpie? Z alkoholem jest trochę łatwiej, większości ludzi nie chce się dźwigać tych browarów, rozlewanie pod stołem widać, szczególnie że obserwująca obsługa jest raczej trzeźwa.

Brak knajp dla niepalących wiąże się zresztą zapewne bardziej z brakiem normy niż zawodnością rynku (zawsze to jakaś nisza, na którą można stworzyć, tfu, uświadomić, popyt) - jeden palacz automatycznie oznacza, że należy respektować jego prawa i iść tam, gdzie może sobie zapalić. Tu przykład wegetarian bardziej pasuje, przy czym jako wegetarian należy podstawić palaczy: z szacunku dla wegetarianina wszyscy idą jeść sałatkę z rukoli.