nagłówek o mnie sport

Gutek, Era, Atom

jako (21.07.2007)

Pierwsze osoby z torbami z festiwalu era nowe horyzonty wczoraj widziałem w mieście, wyglądały trochę jak z konwentu gier rpg, w czarnych butach, spodniach, koszulkach, brodach i włosach. Zdają się przeważać hordy niewyspanych licealistów, ewentualnie maturzystów czy studentów wczesnych lat, którzy po angielsku mieliby na pewno jakieś ładne nazwy. Bardziej mi tacy turyści odpowiadają niż angielscy kawalerowie, więc do festiwalu nic nie mam, zmiana trasy tramwaju mnie nie dotyczy, bo w mojej okolicy i tak wszystkie tory wykopane i bez znaczenia jest którędy tramwaj będzie do mnie nie jeździł.
Festiwal to jednak Gutek, a Gutek to wróg napisów. Gdy przeczytałem, żeby bojkotować ENH wydało mi się to słabym pomysłem, w końcu czemu irańskie i inne gruzińskie kino ma cierpieć za miliony. Jednak sam zastosowałem konsumencki bojkot i zmieniłem sieć telefoniczną z takiej, która pośrednio sponsoruje różnych bandytów i faszystów, którzy promują swój styl życia na piłkarskich stadionach, na tę akurat, co to festiwal firmuje swoją nazwą. Do kina nie chodzić (myśląc o bandytach zdałem sobie za to sprawę, że w ostatnim czasie dwa razy dofinansowałem kino będące własnością koncernu, który ma również klub, którego kibice wsławili się ostatnio w Wilnie) i telefonem nie dzwonić?
Sprawa napisów była porażką Gutka, ale strzał w stopę nastąpił wcześniej. W kwestii napisów Gutek miałby akurat najwięcej powodów do narzekań, bo zastępowanie chodzenia do kina i w mniejszym stopniu sprzedaży DVD ściąganiem z osiołków i torrentów filmów, które on rozpowszechnia, stanowi dla nich większą stratę, niż dla komercyjnych hitów zarabiających na gadżetach, specjalnych wersjach DVD z plastikowym ludzikiem, specjalnych wersjach hamburgerów z plastikowym ogórkiem, sprzedaży praw dla telewizji, które biją się o przebój na świąteczny wieczór i tak dalej. Filmy niehollywoodzkie, czy jak tam chcemy je nazwać, polegają na dotacjach, prywatnych sponsorach i kinomanach, którzy obejrzą w kinie, a czasem DVD też kupią. Z samych kinomanów wyżyć trudno, chociaż można próbować i to przypomina o wcześniejszym strzale w stopę.
Wydaje mi się, że błędem Gutka było wejście do multipleksów. Nawet gdy na czas ENH znika z hallu wrocławskiego Heliosa popcorn, pozostaje on nudnym multipleksem. Ale jedyne "niezależne" kino we Wrocławiu - Atom - jest trudne do znalezienia i pochodzi z zupełnie innej epoki. Nigdy za nim nie przepadałem (Polonia, Oskar, ech...), ale nie mam teraz wyjścia. Fotele ciasne, o klucz do toalety należy prosić kasjerkę, papier do druku biletów pamięta jeszcze kina Oskar i Pałacyk, co świadczy może o nadmiernym optymizmie właściciela, ale sam stojąc nieraz w długiej kolejce w Oskarze stawiałbym na sukces. Teraz w Atomie czasem bywam, chętnie bym go dofinansował bardziej (na wymianę foteli i bynajmniej w takim kinie nie trzeba lotniczych siedzeń z tacką na hot-doga i uchwytem na czterolitrową colę) i wypił kawę przed, i piwo po (patrz oldskulowy bar w warszawskim iluzjonie). Namiastką idealnego kina studyjnego jest we Wrocławiu Lalka, gdzie i bar jest (chociaż właściciele uczą się dopiero gotować), i wygodne fotele. Brak tam jednak repertuaru, to raczej kino second-run (mimo że próbuje też inaczej), bez szans w starciu z nagle wykwitłymi we Wrocławiu dziesiątkami multipleksowych sal.
Na filmy na ENH pójdę więc, dofinansuję wroga wolnej kultury Gutka, bo skoro płacę Foksowi, to nie będę zabierał filmom, którym się to bardziej należy. Być może dla kina niezależnego modelem bardziej skutecznym byłoby kino objazdowe i kapelusz na datki, ale póki co jedyne kino objazdowe fundują nam Dutkiewicz i Era. Czyli funduję je sam sobie poniekąd...

cafe w iluzjonie już nie tak oldskulowa

jak na mój gust kawiarnia w iluzjonie już oldskulowa nie jest - pytanie oczywiście, co dla kogo jest oldskulowe (żeby nie powiedzieć old-skullowe, co byłoby również ciekawą kategorią dla kawiarni). jak dla mnie oldskullowy był lokal, który chyba nazywał się po prostu cafe iluzjon i polegał na tym, że zwykłe stoliki stały w wystroju pre-iluzjonowym, czyli kina stolica: jakieś marmury na ścianach, niczym z PKiNu. lokal ten jakiś czas temu padł, potem nie było nic, a teraz są "zaklęte rewiry". nazwa aż zbyt fajna, wystrój: czarne ściany, różowe elementy (w tym różowe poroże jelenia) - efektowne, ale troszkę zbyt dramatycznie, jak dla mnie. ale teraz część najgorsza: iluzjon / stolica ma taką śmieszną nieckę, między ścianą części kawiarnianej a kolistym wejściem do kina. powinien tam stać piękny ogródek miejski, typu lekkie metalowe stoliki niedbale rozrzucone po całej przestrzeni - zamiast tego jest bunkier oznakowany niczym teksański byk brandem piwa, które jest "prawie jak...". Bunkry zamiast czegoś, co z czystym sumieniem można by nazwać ogródkiem piwnym to specjalność, nie wiem czy warszawska, zcy polska, a wynikająca z jakichś głupich praw miejskich nakazujących wyraźnie wyznaczyć granice ogródka - by nie było picia w przestrzeni publicznej. stąd efektowne płotki (pytanie co lepsze - płotek taki, czy np. betonowe donice?). do kompletu toporne krzesła i gigantyczne parasole. kupujesz piwo i czujesz się jak w bunkrze na linii maginota.
myślę i myślę teraz, gdzie jest najbliższy od iluzjonu old-skull - i nic nie przychodzi do glowy. znajoma chciała zrobić przewodnik po tanich barach. bardziej web2.0 byłoby skorzystać z api google map, dodać jakiś tam mashup by i przez komórkę nadawało, i nasłać chłopaków z gps-ami, by nam wszystkie "bary albatros" elegancko zlokalizowali.

old-skulle

Wyszło mi, że w Iluzjonie byłem w roku 2004, a pamiętam to dzięki temu, że była to szalona fińska komedia Perły i wieprze (od razu zapałałem chęcią zobaczenia jej raz jeszcze, co zaprowadziło mnie na brytyjski eBay, bo w Polsce nie udało się znaleźć, ale cóż, cena w funtach), a kawiarnia jak kawiarnia - chodzi o to, żeby była. Grodzenie ogródków we Wrocławiu na pewno działa w Rynku, zdarzają się jednak miejsca, gdzie stoliki niedbale powystawiane są na ulice, widziałem też takie na krakowskim Kazimierzu, może nie wszystko stracone. W kategorii przykinowego old-skullu wspomniałem przy okazji bar naprzeciwko wrocławskiego kina Polonia, gdzie raz nawet ze znajomym odważyliśmy się wypić piwo (strach przed śródmiejskimi barami miał oczywiście wielkie oczy, tym większe zapewne, im bardziej na południe od śródmieścia się mieszkało), ale takich barów na wrocławskim mapowym mashupie nie uświadczysz.

foteli w atomie wymienić

foteli w atomie wymienić się nie da, nie zezwala na to architekt miejski czy jak się taka postać nazywa; budynek to zabytek i wszystko ma pozostać bez zmian.

a co do tych filmów sprowadzanych przez gutka - proszę bardzo, można mnie teraz zlinczować, ale uważam, że zdecydowana ich większość nie zasługuje na to, by je oglądać w jakichkolwiek warunkach. i będę się upierała niezmiennie, że jeśli ktoś ma zobaczyć film w kinie, to i tak go zobaczy, choćby nielegalne kopie same mu do rąk wchodziły.

wymiana chyba możliwa

Z ciekawości napisałem nawet do kina Atom, ale być może zajęci byli chodzeniem do kina i nie doczekałem się odpowiedzi w sprawie foteli. Nie wszystko stracone, w końcu nie każdy sprawdza spam codziennie. Z tego jednak co zrozumiałem z jakichś występujących w sieci strzępów wypowiedzi właścicieli kina i przepisów o ochronie zabytków, wymiana foteli jest możliwa jak najbardziej, ale nie dość, że trudna administracyjnie, to jeszcze droga, bo jak się konserwator zgodzi, to tylko na nowoczesne antyki. Zresztą z tych kawałków informacji wynika, że sala istnieje od 1937, czyli obchodzi okrągłą rocznicę, co mogłoby stanowić dobry pretekst do namówienia jakiejś instytucji na małą dotację. Teraz jest oczywiście za późno, budżety na ten rok dawno zamknięte, w piłkę w Atomie zagrać nie można, elektrowni jądrowej też w Polsce nie mamy.

Co do filmów i festiwalu. Z filmami jest tak, że nie wiadomo. Próbowałem sprawdzić, czy filmy się nie nadają do oglądania, ale nie miałem karnetu i napięty grafik, i na żaden film nie udało mi się na ostatnią chwilę kupić biletów. Obejrzałem więc dwa filmy (plus jeden na Rynku, więc się nie liczy), jeden dobry, a drugi bardzo dobry. Drugi (Persepolis) wejdzie nawet do dystrybucji, więc się będzie można naocznie przekonać.

Kiedyś na pewno bym wolał każdy film zobaczyć w kinie, teraz jednak nie chce mi się, bo z jednej strony nie lubię kameralnych filmów oglądać w multipleksie, z drugiej Atom też nie jest moim ulubionym kinem. A ponieważ raczej jest mało prawdopodobne, żebym był jedyny taki wybredny, więc jakby mi ktoś dał nielegalne kopie filmów, na które się nie załapałem (swoją drogą do dystrybucji pewnie nie wejdą, DVD w Polsce też ma małe szanse), to bym brał, telewizor mi ładnie odbiera. Chodzi o to, że liczba osób, które zobaczyłyby film w kinie, gdyby miały lepszy wybór rodzajów kin jest pewnie na tyle duża, że może warto się o nie starać bardziej.