Nowa wersja licencji GPL pojawiła się tego samego dnia co iPhone. Logiczne uzasadnienie nawet jest: nowe postanowienia licencji wymierzone są właśnie w iPhony tego świata, choć reprezentowane przez TiVo.
TiVo to urządzenie (i usługa) nagrywające wybrane programy (ma wbudownay dysk twardy i oczywiście DRM), które może też zbierać rekomendacje od innych użytkowników na podstawie naszych preferencji. Korzystanie z usług jest płatne, więc jak na magnetowid TiVo jest dość drogie. W USA zdobyło większą popularność w mediach niż w domach. Urządzenie wykorzystuje wolne oprogramowanie, licencjonowane na GPL. Zmieniony kod źródłowy jest publikowany, ale na TiVo może działać wyłącznie oprogramowanie stworzone przez TiVo.
Tivoizacja dotyczy wielu urządzeń, bo coraz więcej firm wykorzystuje wolne oprogramowanie do sterowania odtwarzaczami DVD, magnetowidami, ruterami, telefonami, lodówkami i samochodami. Kod jest dostępny do poczytania, ale zmodyfikowany nie działa już na urządzeniu, z którego pochodzi. Oprogramowanie daje wolność, a zły producent sprzętu ją zabiera. Zabrano się więc za producentów sprzętu i w bólach powstała GPLv3. Głównym źródłem bólu jest Linus Torvalds, autor Linuksa, któremu zapisy związane ze sprzętem się nie podobają i nie zamierza przenosić kodu, który kontroluje, na nową wersję licencji. Większość innych programów wychodziła na licencji "GPLv2 lub nowszej", więc zostaną objęte v3.
Obok postanowień dotyczących sprzętu pojawiły się zapisy o zakazie stosowowania oprogramowania na GPL do tworzenia DRM-ów oraz ochrona przed wykorzystywaniem patentów przeciwko autorom oprogramowania na GPL (jeśli posiadacz patentów rozpowszechnia takie oprogramowanie). Na to ostatnie Microsoft od razu ogłosił, że nie wiąże go GPL (chociaż na podstawie umowy z Novellem można mieć inne zdanie), co być może jest dowodem na to, że zapis ten jest trafny.
Zwolennicy wolnego oprogramowanie i oprogramowania open source są w zasadzie zgodni, że ani DRM, ani patenty na oprogramowanie nie powinny istnieć. Nie tylko w kontekście wolnych licencji, gdzie całkowicie wypaczają ich sens, ale także w świecie "własnościowym". Ze sprzętem jest trudniej. Na pewno można zrozumieć takie wymogi, gdyby chodziło o urządzenia powstające na zasadach otwartej innowacji, których kształt i działanie wynika ze współdziałania społeczności. Z drugiej strony sprzęt (taki, do którego odnosi się GPL, czyli kupowany przez konsumentów) jest zawsze (przynajmniej w UE) na gwarancji, więc w pewnym sensie producent ponosi dodatkowe ryzyko, jeżeli będziemy korzystać ze zmienionego oprogramowania. Ale komputery od dawna tak działają, choć może w USA trudniej to ogarnąć, bo jednak rzadziej kupuje się sprzęt bez żadnego systemu.
W przypadku fizycznych zmian w urządzeniach sytuacja jest pozornie podobna - produceni wolą, żebyśmy sobie urządzeń nie przerabiali. Producenci mogą się jednak zabezpieczyć stosując niestandardowe części, z którymi poradzi sobie garstka fachowców (która zapewne poradziłaby sobie z obejściem zabezpieczeń TiVo). Poza tym zmianę fizyczną widać i łatwiej można nam odmówić praw z gwarancji, która zwykle jasno zabrania grzebania w nabytym sprzęcie. Oprogramowania nie widać, w zależności od stopnia awarii zawsze można przed wysłaniem sprzętu do serwisu ponownie wgrać oryginalny system.
GPLv3 zajęła się sprzętem, ale zostawiła na razie kwestię usług sieciowych. Ta uregulowana ma być przez specjalną wersję licencji - Affero GPL, która każe udostępniać kod źródłowy do programu (na tej licencji), jeżeli umożliwia się korzystanie z niego przez sieć. Wolne oprogramowanie - tak jak w pewnym momencie podbiło sektor systemów wbudowanych - jest popularnym składnikiem budowy serwisów internetowych. Dotychczas korzystanie z oprogramowania - a tym w zasadzie jest udostępnianie serwisu internetowego - nie powodowało powstania dodatkowych warunków. Jeśli jednak konwergencja według Google zwycięży - Affero może się wolnemu oprogramowaniu przydać bardziej niż GPLv3. Zwolennicy v3 powinni więc trzymać kciuki za Microsoft...










