nagłówek o mnie sport

Shiver me timbers

jako (26.04.2007)

Czytając program Partii Piratów daje mi wrażenie, że jest napisany w pirackim slangu i w efekcie całkiem trudny do zrozumienia. Jednak ten ekskluzywny wpis bloga nie jest przeznaczony do naśmiewania się z tłumaczenia na język polski programu szwedzkiej partii piratów. Autorzy ostrzegają nawet, że jakość tłumaczenia nie jest najwyższa. Nawet jeśli w tym programie kryją się słuszne postulaty i ważne cele, humor zeszytów zagłusza wszystko. Mimo to Partia Piratów została zauważona i doczekała się tekstu w Wyborczej, co być może świadczy o tym, że rzeczywiście zamierza startować w wyborach.
Czy skoro popieram część postulatów (odkrytych w wersji szwedzko-angielskiej), zagłosowałbym na Partię Piratów? Nie. Pomysł nazywania się piratami nie jest zbyt szczęśliwy, w końcu to nazwa, która używana jest w celu zdyskredytowania wszystkich przeciwników obecnego kierunku rozwoju prawa autorskiego, niezależnie od tego, czy rzeczywiście naruszają przepisy czy nie. Można wprawdzie liczyć na to, że w reklamie organizacji wystąpi kiedyś Jack Sparrow, szkoda tylko że gimnazjalistki nie mają czynnego prawa wyborczego. Na pozytywne skojarzenia trzeba zresztą uważać, bo mogą doprowadzić nas do Piratów Polańskiego, a może nawet tu.
Piraci z partii piszą na swojej stronie, że interesuje ich tylko realizacja programu, niezależnie od tego, z którą partią mieliby wejść w koalicję. Sejmowa arytmetyka (to wspaniałe określenie!) lubi takie przypadki: cel uświęca środki, więc każdy abordaż na koalicję jest dopuszczalny. Wspieramy rząd, niezależnie od naszych poglądów.
Tymczasem Alek Tarkowski i Piotr Waglowski dołączyli do grupy zwalczanych przez Partię Piratów lobbystów i postanowili już teraz włączyć do debaty publicznej problematykę wolnej kultury...