Podobno ludzkość jest spragniona arcydzieł. I ja nie jestem wyjątkiem. Pamiętam, z jaką radością przeczytałam "Amerykańskie apetyty" Joyce Carol Oates - radością, że książka super, a gdy natknę się na następną produkcję pani Oates, również nasyci moje arcydzieł pragnienie. I natykam się oto na "Pustkowie" wydane pięknie (co zauważą nawet nieczuli) przez Babel, dotychczasowego wydawcę dzieł wszystkich Coelho. Czy mnie to niepokoi? Bynajmniej. Cieszę się, że wydawnictwo zmienia profil (albo Coelho wysechł słowotok, i tak się cieszę). Czy dręczy mnie myśl, czemu Oates wydała wcześniej pustkowie pod pseudonimem? Ależ skąd! Widocznie chciała sprawdzić się w wymagającym gatunku, jakim jest thriller, nie narażając się na zaszufladkowanie jako autorka wyłącznie thrillerów ("niskość" pewnych gatunków to przesąd, a jednak z szufladki wyleźć trudno). Celebruję zatem rozpoczęcie lektury. Czytam. Przez pierwsze trzydzieści stron z dużym zainteresowaniem, gratulując sobie (i pani Oates) wyboru. Potem oj, niedobrze, wiemy już na 100% kto jest Dobry, a kto Zły, krąg mylnych podejrzeń wokół Dobrego zacieśnia się trochę niedorzecznie, ale cóż, zobaczmy. Dobry oczywiście rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Jest bohaterem gnuśnym i nadętym, podobnie jak niemrawe i nudne są jego poczynania. Nie, nie jest wesoło, poczynania te nie dają niestety podstaw do uznania ich za zamierzoną parodię. Jak Dobry wpada na ślad Złego? Po prostu na początku prywatnego śledztwa dowiaduje się o nim od jedynego łączącego ich dwóch ogniwa. Po czym Dobry tropi Złego, pod nieobecność zainteresowanego znajduje dowody na jego zbrodniczą działalność, o której wiadomo już od dawna, i to ze szczegółami. Pretensjonalny i nudny do bólu Dobry nie wpada w żadne poważne tarapaty. Do końca opowieści nic nie wywołuje w czytelniczce gorączki "co będzie dalej", a początkowe zaciekawienie łatwo przechodzi w senność z powodu tak dramatycznego wytępienia wszelkiego suspense'u. Źle? Jeszcze nie tak źle. Obrazu tej druzgocącej klęski dopełnia finał: Dobry zakochuje się w siostrze ofiary (która to siostra nie chciała wcześniej w ogóle z nim rozmawiać), ponieważ ofiara zakochała się za życia w nim. Jedzie za ową siostrą do Kalifornii, zamienia garnitur biznesmena na sandały fotografa, przynosi ukochanej róże i uprawia z nią dziki seks. Tak kończy się ta wybitna powieść. Jakiekolwiek powody kierowały Joyce Carol Oates, gdy zgadzała się na publikację dzieła, i to nie pod pseudonimem, była to zła decyzja i nie pomogła wcale spragnionej ludzkości.










