Kiedyś sprawa była prosta. Do tworzenia rzeczywiście komercyjnych treści niezbędne były inwestycje. Stacje graficzne, kamery, studia nagrań, o kanałach dystrybucyjnych nie wspominając. Twórczość bez inwestycji była jak najbardziej możliwa – ale albo pozostawała niszowa, albo w końcu przetwarzały ją i popularyzowały bogate koncerny.










