Na licznych blogach (ja akurat zacząłem wycieczkę od Vagli) atak na kampanię noadblock, czy też zalążek kampanii, bo nie wiadomo kto i dlaczego, a wyzywanie od pasożytów jest bardziej jednak skuteczne, jak się ma odwagę pod tym podpisać. Tchórzliwy autor strony twierdzi, że bez reklam nie byłoby internetu, chociaż o ile wiem, internetu nie byłoby bez bomby atomowej, a to zaraz nie znaczy, że mam sobie kupić pół kilo plutonu.










